Sadysta
Idę przez życie, jabłuszko trzymając.
Bo to rzecz cenna i piękna ogromnie.
Krok po kroku, stąpam - uważając.
Muskam je palcem, delikatnie, skromnie.
Ktoś trąca (niechcący?), obiekt mej uwagi.
Jakże mam przepuścić coś tak złośliwego?!
"Hola!", krzyczę, do sprawcy zniewagi.
Odwraca się, powoli, do oblicza mojego.
"O kurwa!" - tylko to mi przychodzi do głowy.
I nie chodzi jedynie, o jego piękno zewnętrzne.
A jest ono - nie przeczę - kilkoma słowy.
ZABÓJCZE, perfidne i... poręczne.
Bo gdzieżbym śmiała się gniewać na niego.
"O nie ty skurwysynu!" - pomyślałam sobie.
"Zachłyśniesz się jeszcze od uroku swego"
Nie dam manipulować mną, właśnie tobie.
Patrzę mu na usta i widzę - uśmiech zdradliwy.
"A niech to". Wyżej, wyżej i wyżej wędruję.
Zdumiewa mnie, bo widzę podstęp prawdziwy.
Na nim - obłuda, inteligencja i spryt - się maluje.
"Co za bezczelność!" Skruchy w nim zero.
Zniszczył mi życie, zniweczył mnie samą.
"MADEMOISELLE wybaczy" rzekł tylko to.
Ugięły mi się nogi, bo nazwał mnie - damą!
Uczucia sprzeczne mną okrutnie szarpią.
Wredny dręczyciel, sadysta bezlitosny!
"A co tam!" Najwyżej zostanę Harpią.
Uwodząc mężczyzn na wdzięk miłosny.
Podchodzi do mnie, powolutku, leniwie.
Patrzy przenikliwie, decyzje podejmuje.
I w końcu... wyszczerza zęby zdradliwie!
Bo on już wie, błyskotliwy plan snuje .
Jest podły, nie przeczę, potworny łgarz.
"Widzę..." Nie kończę, bo mi przerywa.
"Patrzysz, lecz nie widzisz" mówi "Masz"
Podaje mi i ciepło przeze mnie przepływa.
"Co to?" Wpatruje się w obiekt jasny.
Określić się tego nie da, coś i nie coś.
"To życie" odpowiada "Żywot, twój własny"
"Kimże ty jesteś?!" Krzyczę "DOŚĆ!"
On się poważnie spojrzał na mnie.
"Śmierć" Mówi, ważąc to potężne słowo.
"Dałem ci wybór, chcesz żyć, czy nie?"
Zaśmiałam się z siebie, nagle, nerwowo.
ŚMIERĆ, ten skurwysyn przystojny.
Uniósł brwi, zdziwiony, na mój wybuch.
Myśli sobie pewnie, że jest wielce hojny.
Bo w końcu daje mi ten oczywisty wybór.
Mi jednak, nie z tego powodu do śmiechu.
W samej ŚMIERCI się zakochałam.
Aż brakuje mi, tak cennego oddechu.
Śmieję się, bo teraz właśnie zrozumiałam:
Że jestem masochistką pieprzoną!
Jednak zostanę, bo żyć mi się chcę.
I istnieć będę z męczarnią tłumioną.
A potem, moja Śmierci, zabieraj sobie mnie.
|