Nadzieja
W szarości dnia minionego,
spoglądam w pustkę życia mego.
I nic nie widzę i nic nie czuję,
tylko w nim sensu wciąż wypatruję.
Minione lata, co powrócić już nie mogą,
tamte zdarzenia, ludzie, marzenia.
Pozostaną już zawsze za zasłoną,
a ja ślepiec wciąż mam złudzenia.
Lecz życie pędzi ku niewiadomemu,
skrywając skrycie swe tajemnice.
Pragnąc ogarnąć je samemu,
muszę poświęcić swoje życie.
Szukając tego co jest ukryte,
błądzę i błądzę w świecącym mroku.
I tylko gdzieś z dala, czuję je rozmyte,
przymykając oczy w zielonym obłoku.
W mym ciemnym pokoju na krańcach świata,
w zielonych oparach z nadziei resztkami.
Patrzę na znikającą sylwetkę brata,
pragnąc podzielić się z nim snami.
Z szarości dnia przemijającego,
spoglądam w pustkę życia mego.
I nic nie widząc i nic nie czując,
ukojenia szukam w bezsensie sens
na nowo wciąż budząc.
|