Wyprawa do sklepu
Wyjrzałem przez okno, na zewnątrz było pięknie. Świeciło słońce, a mój dom otaczało sporo zieleni, poprzecinanej pasemkami ulic i chodników. Jak okiem sięgnąć nigdzie wielkich betonowych budynków, smrodliwych samochodów i tłumu przechodniów. A przecież mieszkałem w centrum wielkiego miasta.
Technika jest wspaniała - stwierdziłem. Ale był jeden mankament, musiałem wyjść do sklepu po masełko. Dziś niedziela i zgodnie z poprawką do konstytucji dostawcy nie pracują.
Rad nie rad musiałem sam się przejść.Podeszłem do szafy i spojrzałem z niechęcią na meta strój.
A wbijam w to, i nałożyłem zwykłą koszulę.
Tym rozmyślnym buntem narażałem się na konflikt z metakologami ale ostatnio miałem ich w dupie od kiedy rozbiłem sobie głowę o słup oświetleniowy który wcześniej zasłaniał widok na 200letni dąb.
W holu włożyłem na głowę kask ochronny z wmontowanymi goglami pracującymi w całym zakresie widma elektromagnetycznego zarówno pasywnie jak i aktywnie. Sprawdziłem również moduł działający od ultra do infradźwięków.
Na pasie zapiąłem czułkowca czyli pęk wystających długich otaczajacych moją osobę wąsów a do ręki wziąłem długą laskę podobną do tych jaką mają niewidomi.
Nawet nie musiałem gwizdać, przy drzwiach stał już merdając z radością Max. Pies czuł ze szykuje się spacer. Złapałem psa za smycz i z westchnieniem otworzyłem drzwi na klatkę schodową. Myślę że byłem odpowiednio przygotowany by dojść do sklepu osiedlowego.
Supergogle niczego podejrzanego nie ukazywały, również system wczesnego wykrywania oparty na wszelkich możliwych zmysłach nie wszczynał alarmu. Ja im jednakzbytnio nie ufałem. Niczym jakieś morskie stworzenie z rozczapierzonymi czułkami oraz wymachując jak wariat laską dookoła szedłem ostrożnie chodnikiem.
Max zaś z radością biegał przede mną co raz obwąchując i obsikując widzialne i niewidzialne słupy.
Zadowolny przyspieszyłem aż doszedłem do przejścia drogowego. Zielone światło migało zachęcająco do przejścia na drugą stronę. O nie ma głupich, nie dalej jak wczoraj doszło tu do potrącenia nieznanej ilości przechodniów przez nieznanego sprawcę. Spięty i maksymalnie skupiony omiotłem dwie strony ulicy super słuchem, niezawodnym w takiej sytuacji, cisza. Emisja w podczerwieni, czysto. Wykrywacz spalin, czysto. Skok, po dwóch sekundach byłem po drugiej stronie, oszalałe serce zaczęło zwalniać. Zdjąłem na chwilę ochronny kask z głowy i przetarłem spocone czoło.
- A witam sąsiada- aż podskoczyłem z wrażenia, rozejrzałem się wokoło - pusto.
A co idziemy na zakupy tak - przemawiał dalej niewidzialny głos. Palnąłem się w czoło i natychmiast nałożyłem gogle. I zaraz wszytko stało się jasne, już na bliskiej podczerwieni stwierdziłem że to sąsiad emeryt spod 13.
Witam - odparłem grzecznie - a co sąsiad dobrego kupił wskazałem na jego starą torbę która była już tak poprzecierana że jej zawartość potrafiła ukazać się w widmie widzialnym. Zwłaszcza najbardziej widoczne były salceson i pasztetowa.
No i po co mi to było - zaraz zaczął się rozwodzić że drogo że pogoda brzydka i w ogóle jest źle że za jego czasów to dopiero było.
Pod pretekstem ze mi wszystko wykupią oderwałem się od sąsiada i ruszyłem dalej w drogę.
Od kiedy zaczęto stosować w życiu codziennym meta materiały, czyli takie które zapewniały niewidzialność w różnych zakresach elektromagnetycznych lub nawet dźwiękowych świat się zmienił nie do poznania. Ludzie oszaleli natychmiast na ich punkcie, zaczęto nosić ubrania czyniące niewidzialnymi, inni zaczęli pokrywać tymi materiałami co się da zaczynając od samochodów po budynki. I w ten sposób wszystko zaczęło się robić niewidzialne. Do głosu odezwali się metakolodzy czyli silny odłam ekologów. Przeforsowali ustawę o pokrywaniu meta materiałami wszelkich obiektów zbudowanych przez ludzi które zasłaniają obiekty ekologiczne. Ustawę tak naginano że niemal wszystkie budynki zrobiły się niewidzialne. Ale to ze słup oświetleniowy stojący na środku chodnika pokryto metamateriałem wysokiej klasy było dla mnie przegięciem. Po diabła niewidzialność dla słupa we wszystkich widmach elektromagnetycznych. Jeszcze miałem guza po spotkaniu mego czoła z tym obiektem. Z radością wyciągnąłem super sprey i nawet się nie oglądając pokryłem słup do wysokości 2 metrów mocnym brązowym kolorem. Zdjąłem gogle iz radością patrzyłem na swoje dzieło, a Max dla przypieczętowaniadzieła obsiusiał słupek. Z poczuciem spełnienia obywatelskiego ruszyłem w dalszą drogę.
Po jakichś 10 metrach system wczesnego ostrzegania wykrył poruszający się w moją stronę niewielki obiekt. Max go rozpoznał szybciej niż mój system, merdając ogonem zaczął obwąchiwać się z niewidzialnym obiektem i mocno merdać na znak radości. Mimo zakłamań obrazu w ultrafiolecie rozpoznałem jamnika znajomej. Po co dla jamnika strój niewidka spytacie? Nie mam pojęcia.
Postanowiłem przejść na skróty czyli przez trawnik, hmm wydaje się wam że to bezpieczna zielona przestrzeń, dwa kroczki i po sprawie o nie, nie. Najpierw radarem omiotłem otoczenie, nic. Ultradźwięki, nic. Max biegając 3 kroki przede mną nie wykazywał nerwowości. Dla pewności zamachałem laską na wysokości pasa i głowy przed siebie, nic. Śmiało ruszyłem naprzód przed siebie, i również śmiało wyrżnąłem zębami o trawę. Klnąc na czym świat stoi odrzuciem niewidzialny roweryk dziecięcy. Tak to jest jak się nie patrzy pod nogi tylko do góry. Dalej poszło jak z płatka, zgrabnie ominąłem kilka pozostawionych niewidzialnych zabawek, zaś Max zajął się niewidzialnymi psami na wybiegu. Jeden z nich niósł w zębach jakiegoś martwego ptaszka z rozbitą głową. Od kiedy zastosowano meta materiały sporo ptaszków ubyło zwłaszcza w miastach. Wielu naukowców łamie sobie teraz głowy nad przyczyną tego zjawiska.
Co refleks to refleks, padłem na ziemie a system wczesnego ostrzegania obliczał trajektorię wystrzelonego pocisku. Po 10 sekundach wiedziałem skąd strzelano. Zerwałem się na nogii zza drzewa wyciągnąłem gówniarza z procą. Myślał że jak jest niewidziany to go nie złapię. Uchyliłem meta materiał na jego czterech literkach i dałem parę porządnych klapsów. Pobiegł z płaczem do domu zapominając o naciągnięciu spodni. Jeśli ktoś akurat obserwował to zdarzenie pewnie byłby zdziwiony widokiem poruszającej się w powietrzu pryszczatej dupy.
Do sklepu już były dwa kroczki niemal ale dla pewności sprawdziłem aktualny skan satelitarny z gomaps. Wykupiłem abonament na tą okolicę, taniocha a duża wykrywalność, jak się okazało żadnych zmian w okolicy nie było od wczoraj. Śmiało ruszyłem przed siebie.
Stać - głośny rozkazujący głos - zatrzymał mnie w miejscu.
Zgodnie z prawem w tym momencie w paśmie widzialnym ukazali się dwaj strażnicy miejscy. Cholera co za pech, ci mieli przypięte do pasa znaczki przynależności do metakologów.
- o co chodzi spytałem grzecznie
- dlaczego nie ma Pan na sobie stroju META
- bo nie miałem ochoty - odparłem - przecież nie ma tu takiego przymusu.
O,obywatel nie czyta ogłoszeń samorządowych - odparł jeden z nich - od wczoraj ta dzielnica ze względu na występowanie w jej rejonie bociana zielonego oraz endemicznych roślin z gatunku zieluso chwastuso została objęta programem Natura 2100 zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej nr.656560. Wobec tego każdy obywatel jest zobowiązany do chodzenia w Meta strojach za wyjątkiem świąt narodowych.
Ze złośliwym uśmiechem dowalili mi 50złotowy mandatu i udzielili upomnienia a następnie poszli dalej polować na bogu ducha winnych przechodniów. Zdarzenie to nie poprawiło mego nastawienia do Straży Miejskiej. A jako ze wiedziałem co nieco o rozstawieniu kamer w okolicy, śmiało mogłem ponownie użyć super spreju. Niewidzialny pojazd Straży Miejskiej uzyskał z tyłu całkiem widzialny napis ch..e.
Po dokonani zakupu udałem się tą samą drogą do domu. Naprawdę wszystkim polecam takie krótkie i spokojne spacery niedzielne. Zaś jutro trzeba iść do pracy ale to już inna historia.
|