Smok

Opowiadanie wyróżnione w III Ogólnopolskim Konkursie Plastyczno-Literackim "Strachy na Lachy".

Limit:10 000 znaków.


------------------------




- Jak to nie ma! - Książę huknął pięścią w dębowy stół, stojący na środku komnaty. - Jak to nie ma!
- Miłościwy książę – rzekł szambelan. - Księstwo nasze malutkie a ludzie szczęśliwy żywot wiodą, nic tedy dziwnego, że na prowincji dziewic jak na lekarstwo. Ot, jedna Noc Świętojańska wystarczy...
- A klasztory?
Pleban królewski chrząknął nieśmiało.
- Tak się składa, że w zakon u nas jeno mężczyźni idą.
- A te poganki, jak im tam... - Książę nerwowo stukał palcami w stół.
- Kapłanki Światowida? - podpowiedział życzliwie szambelan. - One akurat celibatu nie wyznają, rzekłbym nawet – wprost przeciwnie. A że świątynia kapłanów Peruna blisko, tedy rozumiecie, książę...
- Ale one muszą przecież gdzieś być! A ta wioska na kresach księstwa, Miłosławka? Toż tam lud pobożny, najprędzej nową wiarę przyjął, grzechów i swawoli zaniechał.
- Rzecz w tym panie, że kiedy goniec wieści rozniósł, że smok straszliwy nas nawiedził, wszystkie, które mogły, w te pędy za mąż powychodziły.
- Wszystkie? - zdumiał się książę. - A...
- Ona też.
- Na Swarożyca... - jęknął książę nie bacząc, że od niedawna wyznawał naukę chrześcijańską. - Przecież musi być jakiś sposób, inaczej jeno na dworze królewskim dziewice pozostaną.
„Znając naszego plebana i te się długo pewnie nie ostaną” - pomyślał szambelan, nie odważył się jednak na głos wypowiedzieć tych słów. Zamiast tego spojrzał na księcia i rzekł:
- Trzeba by bestię ubić.
- Ale jak? - zafrasował się książę. - Armię rozwiązaliśmy, bo po pierwsze pokojowo z sąsiadami żyjemy, a po drugie tych szesnastu wojów nie dość, że kasę księstwa sporo kosztowało, to jeno przy stole okazywało dzielność.
Zapadło milczenie. Siedzący przy stole mężczyźni spoglądali na siebie, dzierżąc złote puchary i popijając trójniak. Jeszcze niedawno, przed przybyciem smoka, zapewne smakowałby im wybornie, teraz jednak zdawał się wodnisty i bez smaku. Zachodzące słońce zabarwiło na krwistoczerwony kolor komnatę, zalśniły szkarłatem pamiątki po przodkach - miecze, pancerze i hełmy, zdobiące ściany. Zajaśniał bardziej niż zwykle rubin, zdobiący złoty pierścień na książęcej dłoni.
- Może noc rozwiązanie przyniesie – przerwał ciszę książę. - Udajmy się do komnat na spoczynek.

* * *

Noc.
Zamek zdawał się być wymarły, zdało by się, że mgła unosiła się na korytarzach. Może to srebrzysty oddech Miesiączka, zaglądającego ciekawie przez okna, może delikatne krople rosy, unoszące się z pobliskiego bagna, gdzie ponoć do dziś utopca jeszcze można spotkać...
Głośne westchnienie zakłóciło ciszę. Następujący po nim długi, efektowny odgłos, będący konsekwencją zjedzonej na kolację kapusty z grzybami, zbiegł się z kolejnym westchnieniem, tym razem głośniejszym i jakby tryumfalnym. Postać, która wynurzyła się z wychodka, ubrana była jedynie w nocną koszulę, na głowie błyszczała jednak książęca korona.
Władca zatarł ręce. Jak zawsze, w świątyni samotności rodziły się najlepsze pomysły. Czasem zdawało mu się nawet, że na los jego księstwa duży, jeśli nie największy wpływ miała kapusta z grzybami tudzież grochem oraz fasola z ziemniakami. Teraz zaś pojawił mu się w głowie plan. Wymagało to jednakże konsultacji.
Cichaczem przemierzał korytarze, podążając do biblioteki. Ostrożnie zamknął drzwi. Zapalił świeczki na świeczniku i podszedł do półki z inkunabułami. Kiedy pociągnął ku sobie tomiszcze z napisem „Wąpierze i inne bestyje”, tajemne wejście otworzyło się...
Nad ranem wrócił do swej komnaty, nie w głowie mu jednak było spanie. Zszedł na dziedziniec i zakrzyknął:
- Gryzipiórka i gońców do mnie. A chyżo!!

* * *

– Wyłaź, bestio! – Tubalny głos słychać było nawet kilka stajań od smoczej jamy.
Przed pieczarą prężył się na jabłkowitym rumaku olbrzymi rycerz. Zakuty w blachę od stóp do głowy, w jednej ręce dzierżył długą na kilka metrów, drewnianą kopię zakończoną ostrym, kamiennym grotem, a w drugiej kwadratową, drewnianą tarczę z namalowanym wizerunkiem jednego z niezliczonych świętych. Na hełmie dumnie powiewała szkarłatna kita.
– Wyłaź, powtarzam! – krzyknął ponownie. – Ja, pasowany rycerz, Marko z Avignonu, przybyłem tu, byś więcej nie brukał honoru niewinnych dziewic! By lud tutejszy w spokoju mógł swą ziemię uprawiać i godziwe daniny do królewskiego skarbca wpłacać! Z rozkazu księcia Stanisława, rozkazuję ci, smoku, wyjdź i stań do honorowej walki!
Z czeluści jaskini dobiegł szmer, niby drapanie pazurami po skale. Drobny kamyczek stoczył się z góry, spadając tuż przed rumakiem. Ten nagle stanął na dwóch nogach, wydając głośny, chrapliwy odgłos, który splótł się z okrzykami chłopów, obserwujących z ciekawością pojedynek z oddali.
– Spieprzy. – Janko, miejscowy sołtys, splunął na ziemię. Kilku stojących obok brudnych mężczyzn zarechotało, ale jeden z nich, najbardziej zarośnięty rzekł:
– Dyć przecie jeszcze nie uciekł, kuń mu jeno się spłoszył. Powalczy jeszcze, obaczycie!
Rycerz, nieświadom toczących się w oddali dyskusji, uspokoił rumaka, poczekał chwilę, aż drżenie rąk ustanie, po czym wyjął róg i weń zadął.
Zadrżała ziemia, z ciemności wychyliła się zielonkawa, olbrzymia głowa. Drobne, blisko siebie osadzone oczy z zadumą spoglądały na rycerza. Tenże uderzył ostrogami i ruszył, składając się do szarży. Pochylił kopię i krzyknął:
– Giń, pożeraczu dziewic!
Zgniłozielona, pełna białych zębów paszcza nagle rozwarła się, z jej wnętrza buchnął w stronę rycerza jasnopomarańczowy płomień. Kiedy ustał, w stronę chłopów pędził co sił tylko odciążony, spanikowany rumak.
– Mógł spieprzać. – Sołtys splunął ponownie na ziemię.

* * *

"Taaa... To było to" – pomyślał smok odrzucając ogryzioną kość na stertę blach. – "Nie to, co te cholerne dziewice, które mi kiedyś przysyłali. Chude, same kości a mięsa wcale, siedem na tydzień musiałem jeść. A ile obgryzania..."
Całe szczęście, że książę przyszedł pewnego dnia negocjować. Co porozmawiali, to porozmawiali, grunt, że obydwoje byli zadowoleni. Władca z błyskiem w oku opowiadał, jak ważne były dla niego te dziewice, mówił długo o poddanych i ich prawach, choć lubieżny błysk w oku wskazywał na coś innego. Kiedy smok zapytał, co otrzyma w takim razie w zamian, władca obiecał mu co kilka dni podrzucać mięsistą konserwę.
I jak na razie dotrzymywał słowa.



 

ÖSkomentuj opowiadanie na forum.

Ö Powrót do opowiadań humoreski.

Ö Powrót do działu wszystkich opowiadań

 


ÖSkomentuj opowiadanie na forum.

Ö Powrót do działu opowiadan humoreski.

Ö Powrót do działu wszystkich opowiadan

Ö Opowiadanie zoptymalizowane do druku i czytania czarno na białym.

x Smok


Odznaczenie:Opowiadanie grudnia 2009 Autor: Don Centauro
Data publikacji: 23 Grudnia 2009
Publikacja: Don Centauro


Ö Informacje o autorze w dziale "o nas"


 


Plik ll9051d9e13a590fe1dc507daa451e856d.txt nie ma ustawionych praw do odczytu/zapisu